“Muzyka absolutna” – wywiad z PHELIOS

Zapraszam do lektury wywiadu z Martinem Stürtzerem, mózgiem dark ambientowego projektu PHELIOS. PHELIOS odpowiedzialny jest za jeden z najlepszych albumów zeszłego roku, “Astral Unity”, ale nie tylko ta płyta była przedmiotem naszej konwersacji. Rozmawiamy też o historii projektu, pewnym dziwnym koncercie w Kłodzku, a nawet o UFO.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z dark ambientem? Czy jest jakiś konkretny wykonawca, którego twórczość wywarła na Tobie największy wpływ i była swego rodzaju impulsem do wystartowania ze swoim własnym projektem?

Siedzę w muzyce elektronicznej od dzieciństwa. Byłem w tej szczęśliwej sytuacji, że miałem zawsze dostęp do wszelkiego rodzaju komputerów i syntezatorów, jako że moi rodzice również są muzykami. Po pewnym czasie wykrystalizowało się coś na kształt mojego własnego stylu, co następnie rozwinęło się właśnie w PHELIOS. Trochę czasu zajęło mi zdanie sobie sprawy, że taki gatunek jak dark ambient istnieje, i że są muzycy tworzący w podobnych klimatach. Bez internetu i przyjaciół o podobnym guście muzycznym nie miałbym świadomości istnienia takiej sceny. A pierwszymi ambientowymi aktami, które wywarły na mnie wrażenie były Sephiroth, Herbst 9 i starsze materiały Tangerine Dream.

Wyjaśnisz znaczenie szyldu “Phelios”?

Nie ma takiego! Samo słowo po prostu fajnie brzmi, dlatego je wybrałem.

Na Twojej oficjalnej stronie znalazłem ciekawą informację, mianowicie Twój pierwszy koncert miał miejsce w Polsce. Było to jeszcze zanim wydałeś swój debiut. Mógłbyś opowiedzieć o tym doświadczeniu?

Show miał miejsce w Kłodzku. W wakacje 2003 roku odwiedziłem to miasto z przyjaciółmi, którzy mieszkali tam jako dzieci, co spowodowało, że nastąpiła swego rodzaju kulturalno – muzyczna wymiana z miejscowymi. A to zaowocowało moim powrotem do Kłodzka zimą, aby zagrać tam koncert. Grałem w jaskini, gdzie temperatura spadła do -20°C. Kupa zabawy. Całe show okazało się nieco kłopotliwe, bo w innych pomieszczeniach odbywały się inne koncerty i przedstawienia. Ale miejscowi byli pod wrażeniem, że komuś chciało się przyjechać z Niemiec tylko po to, żeby zagrać dla nich trochę muzyki. Dlatego miejsce było wypchane ludźmi, którzy, pomimo, że pewnie w ogóle wcześniej nie wiedzieli o istnieniu takich dźwięków, słuchali bardzo uważnie. Koniec końców, byłem pod wielkim wrażeniem ciepłego przyjęcia i otwartości mieszkańców Kłodzka, którzy spowodowali, że będę pamiętał te imprezę do końca życia.

Wiele projektów ambientowych brzmi tak samo na piątej czy szóstej płycie. Tymczasem myśląc o PHELIOS, pierwsze słowo jakie przychodzi mi  do głowy to progres. Każdy następny album PHELIOS jest bardziej dojrzały, po prostu lepszy niż poprzedni. Dzisiaj ciężko jest nawet porównać “Images and Spheres” z “Astral Unity”. Jak Ty odbierasz swój debiut po tylu latach?

Dobre pytanie. Zgadzam się z Tobą, że to, co robię, z każdą płytą wychodzi mi coraz lepiej. Osobiście uważam “Astral Unity” za swoją najlepszą płytę, za to jestem dziś nieco sceptyczny w stosunku do “Images and Spheres”. Ciężko mi się słucha moich albumów po tym, jak już zostaną wydane. I, jeżeli o to też pytasz, rzadko wrzucam je po raz kolejny do odtwarzacza. Wciąż lubię utwory “Through the Mirror” i “Funeral of the Wizard”, ale reszta jest trochę dziwna. Jestem trochę zaskoczony, że album spotkał się wtedy z tak pozytywnym przyjęciem. To nie znaczy, że uważam mój debiut za złą płytę. On po prostu nie spełnia moich dzisiejszych standardów muzycznych.

Czy za ‘Astral Unity” kryje się jakiś konkretny koncept?

Nie! Wyznaję zasadę “muzyki absolutnej”, która mówi sama za siebie. Oprawa graficzna i tytuły kierują słuchacza w pewną stronę, ale bez stawiania sprawy jasno ani  narzucania ograniczeń. Większość prób nasycenia muzyki konkretną treścią, zawodzi.

“Astral Unity” (jak również poprzednie albumy) są bez wątpienia mroczne, ale jednocześnie melodyjne. Mam wrażenie, że – w przeciwieństwie do wielu innych artystów z tego gatunku – dla PHELIOS dobry dron to nie wszystko, melodia jest równie istotna.

Diabeł tkwi w strukturze. Podziwiam muzyków, którzy potrafią przy użyciu jedynie dronów i plam dźwiękowych stworzyć pełną płytę i utrzymać uwagę słuchacza przez cały czas jej trwania. Przychodzi mi na myśl raptem kilka takich tytułów, o których mógłbym powiedzieć, że nie są nudne. Stworzenie dobrego utworu bez użycia powszechnych struktur, takich jak rytm czy melodia jest niesamowicie trudne. Wielu twórców w ogóle o tym nie myśli i komponuje bardzo nudną muzykę.
A dla mnie to oznacza, że muszę być niezwykle ostrożny kiedy chcę coś stworzyć nie używając wspomnianych struktur. Na moich każdym moim albumie znajdą się takie utwory, ale większość tego typu materiału pozostaje na zawsze w mojej szufladzie, gdyż jego jakość po prostu nie kwalifikuje go do umieszczenia na płycie. To też jest dla mnie największe wyzwanie: stworzyć album w całości wolny od rytmu i melodii.

Twoja muzyka ma również specyficzny “kinowy” feeling. Myślałeś kiedyś o skomponowaniu ścieżki do filmu? Zgodziłbyś się gdyby jakiś filmowiec zaproponował Ci współpracę?

Określenia “ścieżka dźwiękowa” czy “soundtrack” pojawiają się często w odniesieniu do muzyki PHELIOS. Niestety moje poprzednie doświadczenia z branżą filmową były raczej negatywne. Twórcy, którzy proponowali mi współpracę ostatecznie nie kończyli swoich filmów. Generalnie jestem otwarty na współpracę, ale musiałoby to być na odpowiednio profesjonalnym poziomie.

Jakie uczucia lub emocje chciałbyś obudzić w słuchaczu poprzez swoją muzykę?

Ciężkie pytanie. Jak powiedziałem wcześniej: Nie chcę brać słuchacza za rączkę i prowadzić go w konkretnym kierunku. Za to lubię słuchać z czym ludziom się moja muzyka kojarzy lub czego doświadczyli podczas jej słuchania. Dopóki moja twórczość nikogo nie krzywdzi ani nie jest używana w niewłaściwy sposób, każdy ma prawo czuć i myśleć to, co mu się żywnie podoba.

Koncerty dark ambientowe to dla mnie swego rodzaju fenomen. Po pierwsze, to bardzo “introspektywna” muzyka, która moim zdaniem winna być słuchana w samotności. A po drugie, jest to o tyle specyficzny gatunek, że nie wymaga zbyt dużych umiejętności w kwestii gry na instrumentach. Większość artystów targa laptopa na scenę, naciska trzy przyciski i już. PHELIOS, jak na ambientowego artystę, często występuje na żywo, zatem podejrzewam, że Twoja opinia różni się od mojej, prawda? Jak zatem wyglądają Twoje koncerty? Jakie elementy budują ich unikatowość, wyjątkowość, coś, co mogłoby przyciągnąć mnie – koncertowego sceptyka?

Masz absolutną rację. Wraz z moim własnym ambientowym festiwalem Phobos w Wuppertalu staram się zbudować odpowiednią kulturę koncertową dla tego gatunku. To oznacza, że impreza odbywa się w idealnej scenerii – w tym przypadku w kościele. Publika siedzi wygodnie i ma możliwość w pełni skoncentrowania się na muzyce. Jest zupełnie ciemno poza ekranem video za muzykami. Akustyka jest naprawdę dobra. Projekty, które zapraszam, poza komputerami i syntezatorami, zawsze używają też “żywych” instrumentów – np. Herbst9, Troum, Circular. Typowe laptopowe granie nie jest mile widziane. Jeżeli te podstawowe założenia są spełnione, koncert dark ambientowy może być niezapomnianym przeżyciem. Moje własne gigi to z reguły “free style” lub improwizacja. To powoduje, że zawsze łatwiej mi przystosować show do panujących warunków. W klubach grywam raczej szybszy stuff,  w przeciwieństwie do klimatów z festiwalu Phobos czy mojego “Live in your living room” show.
Będąc klasycznie szkolonym muzykiem, potrzebuję do muzyki pełnego dostępu.

Wiem, że próbujesz też swych sił w muzyce techno. Choć w mojej opinii ambient i techno mają tak naprawdę wiele wspólnego, wciąż jednak ciekawi mnie co Cię popchnęło do tych wszystkich rytmów i bitów.

Po prostu potrzebowałem czegoś takiego. Po wydaniu płyty, potrzebowałem jakiejś odskoczni po to, aby przewietrzyć umysł przed nowymi pomysłami. Stworzyłem wtedy kilka niezłych kawałków dub techno oraz oldschoolowy techno set koncertowy. Jednak bez obaw, ten aspekt nigdy nie wymiesza się z tym, co tworzę w PHELIOS. Zawsze próbowałem swych sił w różnych gatunkach, tyle że ludzie mogą się z tym zapoznać dopiero teraz.

Wyobrażasz sobie siebie komponującego “konwencjonalną” muzykę na “normalnych” instrumentach jak gitara, bas itp.? Czy nie jesteś w ogóle zainteresowany tego typu dźwiękami?

Studiowałem muzykę (fortepian był moim głównym przedmiotem), więc oczywiście mam bliski związek z “normalnymi” instrumentami i muzyką. Nie komponuję na fortepian, bo jestem zdania, że wszystko zostało już powiedziane i napisane w tym temacie. Ale wciąż odkrywam nowych kompozytorów, i prace, które mogę zgłębiać. Ostatnio zafascynował mnie Debussy i Skriabin. Okazjonalnie gram na perkusji, basie i gitarze, ale nie chce mieszać tych instrumentów do moich elektronicznych tworów. Wciąż jednak taka muzyka mnie interesuje; słucham  muzyki klasycznej, wszystkich rodzajów muzyki gitarowej i mnóstwa innych rzeczy.

“Astral Unity” jest w pewnym sensie zorientowana na science – fiction. Masz jakieś ulubione filmy lub powieści z tego gatunku?

Uwielbiam dzieła Phillipa K. Dicka, którego szkice przyszłości okazały się niepokojąco nieomylne. Zresztą wiele jego książek przeniesiono na duży ekran, jak “Blade Runner”. Zawsze przyjemnie mi się ogląda serię o Obcym, jestem też fanem “Star Treka”, zwłaszcza “Deep Space Nine”.

Wierzysz w pozaziemskie formy życia? Czy tam jest tylko zimna, bezkresna pustka…?

Wydaje się mało prawdopodobne, że nie istnieje żadna, także inteligentna (wg naszych standardów) forma życia poza Ziemią. Wszechświat jest nieskończony, dlatego coś gdzieś po prostu musi być. Choć wszechświat mieści w sobie też sporą dawkę nicości , co czyni sytuację jeszcze bardziej zawiłą.

Jakie dark ambientowe albumy zrobiły ostatnio na Tobie największe wrażenie?

Cały katalog LOKI trafia dokładnie w mój gust. Ostatnie płyty Land:Fire i Circular są bardzo dobre. Nawiązując jeszcze do projektowania dźwięku – podoba mi się również nowy album Squaremeter. Płyta roku to bez wątpienia “Funeral in an Empty Room” Blood Box, gorąco polecam też “Derelict World” mojego kumpla z False Mirror.

Najbliższe plany?

W tej chwili komponuję sporo nowego ambientu. W planach są sesje nagraniowe z innymi muzykami jak np. z pewnym bardzo utalentowanym perkusistą, jak również z małą sekcją smyczkową. Jednak z nowym albumem nie będę się spieszył – zobaczymy w jakim kierunku pomysły będą się rozwijać.

Dziękuję za wywiad Martin. Ostatnie słowa?

Dzięki za zainteresowanie i za naprawdę interesujące pytania. Następnego wywiadu pewnie przez dłuższy czas nie udzielę, jako że wszystko zostało powiedziane tutaj. Dziękuje też Michaelowi W. za pomoc w tłumaczeniu [z niemieckiego na angielski – przyp. Stark]

phelios.de
facebook

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s