NATHAN YOUNGBLOOD – Asunder

NATHAN YOUNGBLOOD – Asunder
CD 2007
steveroach.com [SR02]

Wystarczy spojrzeć na nazwę wytwórni, która wypuściła na świat “Asunder”, aby domyślić się, kto był swego rodzaju “szarą eminencją” podczas jej powstawania. Choć jej autorem jest NATHAN YOUNGBLOOD, Steve Roach “Asunder” wyprodukował, wydał i dostarczył trochę materiału dźwiękowego do obróbki. Ale jakkolwiek słychać tu wpływy Mistrza, w ogólnym rozliczeniu dość jednak daleko do tego, co Roach zwyczajowo proponuje.

A to dlatego, że “Asunder” to płyta ciemna i niepokojąca. Wiadomo, Roachowi zdarza się czasem uciec w takie klimaty (“The Maginificent Void” chociażby), preferuje on jednak nastroje cieplejsze i bardziej melancholijne. Za to NATHAN YOUNGBLOOD prezentuje ambient mroczny i pierwotny, choć nie pozbawiony pewnej dozy ciepła i rozmarzenia. Muzyk stara się unikać melodii, stawiając na gęste soniczne masy, wirujące słupy powietrza, echa i pogłosy, basowe zawodzenia. Nakłada na siebie kolejne warstwy dźwiękowe, co powoduje, że płyta brzmi niezwykle głęboko i masywnie – spod każdej powłoki wyłania się coś nowego, interesującego, z tym że te najgłębiej ukryte ścieżki wymagają już naprawdę skupienia i sporych pokładów cierpliwości. Zwłaszcza, że artysta nie ułatwia zadania, chwile światła i oddechu aplikując bardzo rozważnie i raczej sporadycznie – jeśli jednak już to robi, robi to pięknie – cudownie mistyczne ostatnie trzy minuty “UmbraSphere”.  Albo “Flume” – wschodzące słońce gdzieś nad oceanem. Na “Asunder”, nie bezdyskusyjnie, ale mimo wszystko rządzi jednak cień i izolacja, co sprawia, że można tę płytę postawić na półce gdzieś pomiędzy Roachem a albumami Lull. Wbrew pozorom, materiału wyjściowego użyto na płycie sporo – gitara, ludzki głos, nagrania terenowe – wszystko to jednak kotłuje się w gęstej mgle powodującej, że chwilami wręcz nie ma czym oddychać. Jednakże takie a nie inne źródła dźwięku wskazują na raczej naturalny charakter całości, i tak w istocie jest. “Asunder” to opustoszała przestrzeń, morze rozbijające się o skały, burza piaskowa albo nocny spacer podczas zamieci śnieżnej. Żadne tam fabryki, kopalnie czy czołgi. I całe szczęście.

Przyznam, że kiedy wkładałem płytę do odtwarzacza po raz pierwszy, spodziewałem się czegoś innego, jakiegoś być może utalentowanego, ale jednak epigona Steve’a Roacha. Nie ukrywam, że rozczarowałem się bardzo miło. Czekam na kolejną propozycję pana Młoda Krew.

steveroach.com

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s