BIONULOR – Sacred Mushroom Chant

BIONULOR – Sacred Mushroom Chant
CD 2011
Wrotycz Records [WRT 011]

Nie spodziewałem się, że po wydanym przez etaLABEL debiucie, BIONULOR podąży właśnie w takim kierunku. Albo inaczej: że nadal będą to dźwiękowe poszukiwania, eksploracja jednego konkretnego źródła oraz – ogólnie rzecz ujmując – brak zainteresowania powszechnie panującymi trendami (czy to nad, czy pod powierzchnią), tego się spodziewałem. Ale mimo wszystko pierwsza płyta zawierała w sobie pewien żywy, organiczny pierwiastek. I bynajmniej nie mówię tu tylko o strzępach melodii porozrzucanych po tej dźwiękowej przestrzeni, ale o ogólnej atmosferze rozpościerającej się nad “Bionulor”. “Sacred Mushroom Chant” podąża w zupełnie inną stronę.

Gdy dowiedziałem się, jaki tytuł będzie miała ta płyta, moje skojarzenia poszły w kierunku plemienno/halucynogennym. Czyżby Sebastian miał zająć się rytmem? Zgłębianiem tej najbardziej naturalnej i pierwotnej formy muzycznej, rozkładaniem go na czynniki pierwsze i późniejszym składaniem wedle własnego uznania? Nic z tych rzeczy. Później zapoznałem się z informacjami prasowymi – materiał zawarty na “Sacred Mushroom Chant” miał być w całości efektem dźwiękowego przetwórstwa ludzkiego głosu: starej pieśni szamańskiej, zaczerpniętej z płyty winylowej tradycyjnej pieśni japońskiej, nagrań kwestii wypowiadanych przez Neila Armstronga, Marcela Duchampa i samego Sebastiana Banaszczyka. Ludzki głos – najbardziej naturalny dźwięk jaki człowiek może sobie wyobrazić. Tymczasem płyta zawiera w sobie potężny paradoks. Pomimo takiego, a nie innego źródła dźwięków, brzmi niesamowicie bezdusznie. Nieludzko. Ten wyjściowy materiał, jest tak bardzo przetworzony, że gdybym nie wiedział, w życiu bym się nie domyślił, iż pierwotnie był wytworem czyichś strun głosowych. Nie ma tu mowy o melodii, czy tradycyjnie pojmowanych strukturach muzycznych. Monotonne pomruki, świdrujące piski, mechaniczne trzaski, kliknięcia, czasem poszatkowany kawałek rytmu. A pomiędzy to powtykane fragmenty ludzkiego głosu, raz czyste, zupełnie nie skażone elektroniczną manipulacją, raz zniekształcone, ale wciąż jeszcze rozpoznawalne.

Trudno jednak traktować “Sacred Mushroom Chant” jako muzykę sensu stricto. Jako rozrywkę. Elektroakustyczny eksperyment, inspirujący i dający do myślenia – to jak najbardziej. BIONULOR jako projekt poszukujący, tworzy dla ludzi poszukujących – jeżeli ktoś pragnie zakupić sobie płytę, która będzie mu służyła jako tło do jedzenia kotleta, to “Sacred Mushroom Chant” nie wydaje się być najlepszą alternatywą.

3 responses to “BIONULOR – Sacred Mushroom Chant

  1. Ostro. Zadziwiające, że ta płyta zebrała całkiem niezłe opinie. Zasługuje na miano “eksperyment dźwiękowy” ale nie “muzyczny”. Z drugiej strony ciekawy jestem co Sebastian wymyśli w najbliższym czasie.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s