[HAVEN] – Amity

[HAVEN] – Amity
CD 2010
Zoharum [ZOHAR 016-2]

Po przygodzie z labelem zza oceanu, [HAVEN] powraca do kraju, pod skrzydła Zoharum, gdzie wraz z płytą “Amity” kontynuuje podążanie ścieżkami przetartymi wcześniej na paru poprzednich materiałach. Niewiele tu nowego w porównaniu np. z “Plastic”, ale to nie szkodzi, bo  słucha się tego wciąż bardzo dobrze.

Nie można Marcinowi odmówić talentu do komponowania niezłych melodii i – pomimo mocnego zrytmizowania i ogólniej dynamiki całości – kreowania dość relaksujących klimatów. Na tym właśnie mniej więcej polega ta muzyka, kombinowaniu leniwej, nastrojowej, ambientowej wręcz melodyki z niespokojnymi rytmami i dźwiękowymi pulsacjami. Raz prym wiedzie ten pierwszy element, innym razem ten drugi, ani przez moment nie czuć jednak żadnego rozchwiania, dysonansu, niezdecydowania w którą iść stronę – wszystkie motywy współgrają ze sobą, przenikają się wzajemnie tworząc zwartą i jednolitą całość. Element charakterystyczny dla twórczości [HAVEN], czyli przewijająca się raz na jakiś czas pewnego rodzaju bliskowschodnia estetyka, także na “Amity” jest obecny. Fajnie się to komponuje ze zdecydowanie nowoczesnym, dwudziestopierwszowiecznym wydźwiękiem “Amity” – to jakby dźwiękowa ilustracja wieczornego spaceru po współczesnym Dubaju, gdzie spomiędzy ponad stupiętrowych fantazyjnych drapaczy chmur i wielkomiejskiego zgiełku docierają moich uszu zaśpiewy muezinów wzywających do modlitwy.

Nie mogę nie wspomnieć o pojawiających się w kilku numerach kobiecych wokalach, czy raczej wokalizach. Te są po prostu znakomite, wprowadzające nieco oniryzmu w i tak mocno melancholijną atmosferę “Amity” – wystarczy posłuchać choćby ósmego “Great Big Ocean” żeby zrozumieć o czym mówię. Płyta brzmi czysto, może nawet zbyt czysto, i jak dla mnie odrobinę zbyt sterylnie – jakaś chropowatość na tej perfekcyjnie gładkiej powierzchni byłaby przeze mnie mile widziana, ale to w się jedyne do czego mógłbym się przyczepić.

Nie wiem, czy “Amity” stanie się moją ulubioną płytą [HAVEN] – musi jeszcze trochę wody w rzece upłynąć, zanim będę potrafił to stwierdzić. Właściwie wszystkie jakie do tej pory się ukazały lubię tak samo. I jednego na razie jestem pewien – w drugą stronę, tzn. tą złą “Amity” na pewno mi nie ucieknie.

Advertisements

One response to “[HAVEN] – Amity

  1. Syn marnotrawny po nieudanym flircie z Tympanik Audio wraca na ojczyzny łono. By the way, moim faworytem z chicagowskiej stajni jest nasz rodzimy Undermathic.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s