KÖRPERWELTEN – Avatars Of Rape And Rage

KÖRPERWELTEN – Avatars Of Rape And Rage
CD 2008
Malignant Records [TUMOR CD36]

I Nordvargr po raz enty. I znowu z kolegą, tym razem jest to Leech znany przede wszystkim z Navicon Torture Technologies. Nazwa projektu zaczerpnięta z Gunthera von Hagensa, we wkładce kilka rysunków porno gore – panowie jeńców nie biorą.

Aczkolwiek zaczyna się zupełnie subtelnie. Pierwszy utwór ochrzczony “The Sun Destroyers” to pulsujący niczym bicie serca pomruk, rozrywany mikrosekundowymi jazgotami. Dopiero jednak w piątej minucie na pierwszy plan wysuwają się, sprzężone hałasy, nie kaleczące zmysłu słuchu w sposób szczególnie okrutny (aczkolwiek oczywiście zaznaczające swą obecność w sposób jasny i klarowny), ale porażająco zimne i bezduszne. Później “piosenka” ta płynnie przechodzi w “The forces of chastity are massing once again”, gdzie dodatkowo pojawiają się sample prawdopodobnie z jakiegoś chorego gore  oraz obrzydliwie pordzewiały rytm, co po zsumowaniu robi nawet niezłe wrażenie. Przy “Oestrus” obaj dżentelmeni wykazują odrobinę ogłady i dobrego wychowania dając nam jakieś dwie i pół minuty wytchnienia – znowu pulsujący ambient zmagający się z troszkę jeszcze onieśmielonym noisem. Tak kończy się pierwszy rozdział płyty, zatytułowany – a to ci niespodzianka –  “Rape”. Drugą odsłonę, “Rage”, otwiera utwór jakże poetycko zatytułowany “My heart pumps piss for you” – to po raz kolejny basowy dron, który jak to tytułowe serce pompuje mocz aż do przesilenia i industrialno – fizjologicznej kulminacji. Następny fragment płyty nazywa się (muszę to po polsku napisać) “Kamień nerkowy mądrości” i masakruje brutalnym oraz wykręconym analogowym hałasem (naprawdę wiele się tu dzieje na kilku dźwiękowych poziomach), obłąkańczymi krzykami oraz ohydną, acz perwersyjnie pociągającą atmosferą. To klimatyczne wyciszenie pod koniec jest niemalże jak przysłowiowa gwiazdka z nieba, choć ja to raczej odczytuję jako szyderczy żart muzyków. Album zamyka krótki, ale konkretny “Breed for me”, w którym na tle przesterowanych sonicznych torsji muzycy każą nam płodzić i się rozmnażać.

I taka właśnie jest “Avatars of Rape and Rage”. Do tych najbardziej ekstremalnych aktów nieco im brakuje. Można tej mieszanki death ambientu, staroszkolnej industrii i power electronics słuchać bez specjalnej szkody dla uszu, poza okazjonalnymi fragmentami muzycy raczej nie stosują tu jakichś dziwacznych częstotliwości czy chaotycznych ścian dźwięku. Całość jest ustrukturalizowana, stawiająca na dokładne i metodyczne aplikowanie chorej atmosfery. Ta rzeczywiście robi wrażenie – obcując z tym materiałem wydaje mi się jakby z głośników unosił się lekki odór rozkładających się zwłok, potu, krwi i nasienia. Dobry soundtrack do sadomasochistycznej orgii w prosektorium.

Malignant Records

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s