MARCH OF HEROES – Liberation

MARCH OF HEROES – Liberation
CD 2010
Rage In Eden [RAGE 75]

No i proszę, jak to czasem los potrafi spłatać figla. Otóż, jak powszechnie wiadomo, gatunek zwany martial industrial znajduje się w tej chwili w fazie frontalnego odwrotu. Za główną przyczynę takiego stanu rzeczy uznałbym przesilenie jakie nastąpiło na wojackiej scenie –  pojawiła się cała masa miernej jakości projektów, z których – co gorsza – każdy jeden brzmi tak samo jak sześćset piętnaście innych. Po co mam słuchać kolejnego klona Der Blutharsch czy siódmej wody po Triarii?

Tymczasem Rage In Eden wydało niedawno album francuskiego projektu MARCH OF HEROES, który, po pierwsze: jest podręcznikowym przedstawicielem gatunku. Po drugie: oryginalność, lub poszukiwanie własnego stylu to pojęcia, o których autor “Liberation” chyba nigdy nie słyszał (no wiem, że nie tylko on). I po trzecie: ależ fajnie się tego słucha!

Francuz bierze na tapetę walki na froncie wschodnim podczas Drugiej Wojny Światowej, przy czym przedstawia tamte wydarzenia z perspektywy radzieckiego sołdata. Jednak, jak zwykle zresztą, jest to ledwie pretekst do zaprezentowania kilku mało skomplikowanych melodii, tony sampli i dwóch ton patosu. Tych sampli procentowo jest tu chyba nawet nieco więcej niż autorskiej muzyki Francuza. Krzyki rannych żołnierzy, wzajemne zagrzewanie się do boju, pieśni patriotyczne, przemówienia, eksplozje, strzały, czołgi przetaczające się po stalingradzkim gruzie. Normalnie jakbym słuchał dźwiękowego zapisu którejś swojej sesji w Call of Duty… A do tego, niejako na doczepkę, trochę posępnych melodii albo marszowych rytmów. Czyli słyszany setki razy standard – mógłbym wymazać nazwę MARCH OF HEROES i tytuł “Liberation”, wstawić w ich miejsce jakikolwiek inny tytuł “militarny”, i i tak by się zgadzało. Mimo to, “Liberation” sklecone jest nadzwyczaj zmyślnie, muzyk potrafi wytworzyć odpowiednio niepokojący klimat (czasem daje o sobie znać darkambientowa dusza Romaina, odpowiedzialnego również za Abandoned Place). I, co najciekawsze, pomimo, iż w większości utwory jadą na podobnym schemacie, jakoś nie odczuwam nudy podczas odsłuchu “Liberation”. Nie  znam poprzedniej płyty MARCH OF HEROES, smakosze gatunku twierdzą, że jest niezła – po “Liberation” jestem w stanie w to uwierzyć.

Do tego ładna oprawa graficzna. Jak dla mnie, materiał to naprawdę ok.  Jeżeli chcielibyście sprawdzić co słychać w tym wymierającym gatunku i wybrać jedną nową płytę, z którą warto by się zapoznać, chyba mogę nieśmiało zasugerować “Liberation”. Cudów spodziewać się nie należy, ale “miło” spędzonego czasu jak najbardziej. Aha, oprócz standardowego digipacku, płytę wydano też w limitowanej do 48 sztuk edycji w drewnianym boksie. Osobiście nie pomacałem, ale na obrazkach wygląda imponująco.

Rage In Eden

Advertisements

10 responses to “MARCH OF HEROES – Liberation

  1. Owszem, nie wnosi nic nowego do gatunku, ale cholernie miło się tego słucha. Istotnie, warto sięgnąć po debiutancki krążek, aczkolwiek moim faworytem jest właśnie “Liberation”. Z niecierpliwością czekam na kolejny materiał MoH.

    • A ja właśnie coraz mniej. Ale ten jest wyjątkowo udany. W ogóle Romain to utalentowany koleś, nieważne czy bierze się za ambient, czy za martial, zawsze mu to jako tako wychodzi. Wiem skądinąd, że teraz próbuje swoich sił w… triphopie. Bardzo ciekawy jestem co mu z tego wyjdzie. A tak ogólnie, to dzięki za wszystkie komentarze. Miło wiedzieć, że ktoś czyta te moje wypociny.

  2. A ja uważam, że w martialu nie wszystko jeszcze powiedziano. I tak na przykład tegoroczny album Arditi miło mnie rozczarował. Teraz czekam na nowy materiał Triarii.

  3. Znajomi szepnęli mi, że p. Przemysław z Apostazji rozkręca własną stronkę i oto jestem. Ponadto lubię czytać te twoje muzyczne popłuczyny i nie waż mi się z tym skończyć.

    • Dzięki, kończyć nie zamierzam, choćbym miał tylko dla siebie pisać. A akurat co do martialu, to i Triarii i Arditi to są chlubne wyjątki. Poza tym mimo wszystko wciąż wierzę, że jakiś młody talent gdzieś się w końcu pojawi, dlatego nie skreślam tej muzy do końca. Zobaczymy.

  4. Ja wciąż zjadam bez krępacji i fanatycznie każdy prawie martial, łącznie z ACOH i jeszcze większymi biedakami.

    • Ja już nie mogę, niektórzy naprawdę przeginają pałę… ale taki Turbund Sturmwerk albo Tribe Of Circle to mogliby coś nowego wydać.

  5. Ktoś z piszących nie mógł się doczekać nowego albumu. Donoszę, iż March of Heroes wydał krążek “La Chute” z jedenastoma premierowymi kawałkami. Jeszcze nie miałam okazji sprawdzić nowego materiału. Napiszę coś więcej, gdy tylko zapoznam się z zawartością płyty.

  6. Cóż, szału nie ma. W porównaniu z najmłodszym dzieckiem Cold Fusion, przy którym rozkładam nogi, nowego March of Heroes słucha się zaledwie dobrze.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s