SPLINTERSKIN – Wayward Souls

SPLINTERSKIN – Wayward Souls
CD 2009
Cold Spring Records [CSR114CD]

Lovecrafta zna każdy, to się rozumie samo przez się, natomiast trochę w jego cieniu – chyba niesłusznie – stoi niejaki Algernon Blackwood. Pisarz ten tworzył w pierwszej połowie zeszłego stulecia, a specjalizował się – jak nietrudno się domyślić – w nastrojowych opowiadaniach grozy. Jego zbiór ukazał się nawet w Polsce kilka lat temu. Charakterystyczną cechą twórczości Blackwooda było gloryfikowanie przyrody, przy jednoczesnym uwypuklaniu jej ciemnej strony. Przedstawianie jej jako siły w konfrontacji z którą człowiek stoi na z góry straconej pozycji. Czemu o tym piszę… “Wayward Souls” amerykańskiego projektu SPLINTERSKIN mógłby stanowić bardzo dobrą ścieżkę dźwiękową dla tychże krótkich opowieści.

Byłbym jednak nieuczciwy nie doceniając oryginalnej warstwy lirycznej “Wayward Souls”, gdyż do tej – pełnej duchów, opuszczonych domów, ciemnych lasów i ożywionych lalek – muzyk przyłożył się bardzo mocno. Nie są to żadne wierszyki na odwal się, a naprawdę fajne, nastrojowe teksty. Część z nich sama w sobie mogłyby stanowić bazę dla niezłych opowiadań z dreszczykiem – choćby “Dancing Dead Men”… No tak, skupiam się na tym aspekcie płyty odwlekając przejście do samej muzyki. A ta, tak jak wspominałem, jako tło do lektury jest bardzo w porządku, jednakże sama w sobie przekonuje mnie połowicznie. To dark folk, mało skomplikowany i do bólu surowy. Pomimo wspomnianej prostoty wydaje się, że muzyk wie jak posługiwać się gitarą, a to że muzyka jest taka, a nie inna wynika z jego świadomego wyboru, a nie chęci zamaskowania ewentualnych braków technicznych. Poza gitarą akustyczną inne instrumenty pojawiają się sporadycznie. Czasem wicher zawieje, czasem lunie ulewa. Wokalista również robi swoje, nie to szepcze, ni to śpiewa, odpowiednio demoniczne wrażenie jednak jest.

Choć płyta jest krótka, ja jednak nie potrafię skupić na niej stu procent uwagi od początku do końca. Nawet nie to, że wszystkie utwory brzmią tak samo, bo w przypadku innych folkowców bywa z tym o wiele gorzej, albo że płyta długa, bo, jak wspomniałem, wcale taka nie jest. Po prostu, mimo klimatu napięcia i zagrożenia unoszącego się nad “Wayward Souls”, wszystko jest tu zbyt spokojne, zbyt statyczne. I mnie jakoś zawsze w pewnym momencie ogarnia senność. Jeżeli przy okazji nie robię czegoś innego, np. nie czytam Blackwooda, to szybko muszę zmienić płytę, bo zaryłbym głową w podłogę i nieszczęście gotowe.

coldspring.co.uk

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s