ALIO DIE – Tripudium Naturae

ALIO DIE – Tripudium Naturae
CD 2010
Hic Sunt Leones [HSL 057]

Co prawda nie słyszałem wszystkich dokonań ALIO DIE (wszak wraz z kolaboracjami będzie ich chyba ze czterdzieści), ale twórczość Stefano Musso znam na tyle dobrze, że mogę pozwolić sobie na wysnucie następującego, wielce odkrywczego wniosku: kiedyś ALIO DIE było lepsze. Pewnie, że dawniej także zdarzały się materiały nie robiące większego wrażenia, a w ostatnich paru latach mimo wszystko pojawiło się parę całkiem niezłych płyt, jednakże materiałów na miarę “Suspended Feathers” czy wspaniałej kolaboracji z Robertem Richem (“Fissures”) Stefano nie wyprodukował już od długiego czasu.

“Tripudium Naturae” to jedna z najświeższych propozycji toskańskiego projektu i cóż… ani ona tak dobra jak wspomniane wcześniej klasyki, ani tak nijaka jak niektóre płyty z ostatnich lat. Mnie jednak w ostatecznym rozrachunku nie do końca przekonuje. Choć oczywiście podstawą na “Tripudium Naturae” wciąż jest organiczny ambient, to równorzędny składnik – zresztą nie pierwszy raz  – stanowią elementy muzyki średniowiecznej. Całe to dawne instrumentarium wszystkie te zsamplowane skrzypce, flety owszem, wprowadzają miły nastrój i przywodzą na myśl ulicznych czy dworskich grajków zabawiających lud podczas długich letnich wieczorów, ale chyba nie do końca tego oczekuję po ALIO DIE. Wolę jak płynie sobie ta muzyka poza uczęszczanymi szlakami, nie odwołuje się do konkretnego czasu i miejsca, koi i jednocześnie pozostawia więcej pola manewru dla wyobraźni. Dlatego najbardziej na tej płycie podobają mi się te fragmenty, w których ów średniowieczny pierwiastek jest zredukowany do minimum. Wtedy ALIO DIE udowadnia, że wciąż jeżeli tylko chce, to potrafi wykreować trochę naprawdę pięknych atmosfer. Choćby trzeci utwór “Amadriadi”, w którym za podstawę nadal robią dźwięki średniowiecznego fletu (chyba – bez bicia przyznaję, że nie jestem ekspertem od tego typu instrumentarium), całość jest jednak mocno rozmyta, nieco abstrakcyjna, leniwie kusząca, a gdy w drugiej połowie pojawiają się kobiece pomruki i mistrzowskie drony, to – proszę mi wybaczyć emfazę – odczuwam czystą dźwiękową rozkosz. Podobne wrażenie robią na mnie siódmy, nęcący trudną do ujęcia w słowa tajemnicą “Abu” oraz dziewiąty, ciepły i rozmarzony “Alkaest”. I ja te trzy fragmenty uważam za doskonałe, natomiast resztę jako raz lepsze, raz gorsze, ale wciąż jednak tylko wypełniacze.

Całościowo nie mogę powiedzieć, że to zła płyta. Ktoś inny mógłby przecież stwierdzić coś dokładnie odwrotnego: “Zaraz, zaraz, przecież to fajne, że ALIO DIE szuka nowych środków wyrazu. Miałby po raz kolejny nagrywać takie same drony co piętnaście lat temu? Bez sensu”. Wiem, że taka stylistyka również posiada swoich zwolenników, i takim ludziom “Tripudium Naturae” powinno przypaść do gustu. Ja płytę tę lubię jednak… wybiórczo.

2 responses to “ALIO DIE – Tripudium Naturae

  1. Do autora: polecam popracować nad stylistyką pisania.
    Ja najbardziej lubię The Door of Possibilities, Under An Holy Ritual, Suspended Feathers czy Leaves Net. Takie kawałki jak Breathing Again, Ruins Gardens Drones czy Tytułowy z The Door… albo większość płyty Under… i projekty Sola Translatio to kwintesencja muzyki Stefano. Z tych nowszych lubię kolaborację z Marioliną Zitta “La Sala dei Cristalli”.

    • Styl stylem, cały czas pracuję. Raz bywa lepiej, raz gorzej.
      Co do typów, zgadzam się z wszystkimi. Dorzuciłbym jeszcze “Il Tempo Magico di Saturnia Pavonia” oraz kolaboracje z Richem i Grassowem. A z nowszych “Vayu Rouah” z Aglaia i “Deconsecrated and Pure”. Sporo tego…

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s